Palma - stolica Majorki. To właśnie w tych okolicach spędzaliśmy swoje wakacje.
Wybrałam tą lokalizację, gdyż zależało mi na:
1. łatwości w komunikacji - ostatecznie i tak wynajęliśmy samochód
2. wizycie w Palma Aquarium
3. wycieczce drewnianym pociągiem do Soller
4. piaszczystych plażach
Dzieci po mieście chodzić nie przepadają. Cóż, nie dziwię się. Jak byłam młodsza to też nie w głowie były mi malownicze uliczki, zielone okiennice czy wielkie zamki. Tym bardziej, że upał lał się z nieba. Dlatego nie zmuszałam, a nasze wycieczki po mieście ograniczyły się do zaledwie kilku miejsc.
Zamiast wędrować w nieskończoność pięknymi skądinąd ulicami zafundowaliśmy sobie wycieczkę do podmorskiej krainy w Palma Aquarium.
Bodąc w okolicach Palmy naprawdę warto to miejsce odwiedzić. Jeżeli Wam się nie spieszy a do tego macie dzieci warto na zwiedzanie przeznaczyć nawet cały dzień. Są tu akwaria duże i małe, są otwarte i zamknięte. A jakie rybki kolorowe, rozgwiazdy, rafa koralowa, koniki morskie.... A piranie i rekiny...
Nam oczywiście najbardziej podobały się rekiny. Wielkie cielska, paszcze usiane ostrymi zębami przepływały tuż obok nas. Mogliśmy je obserwować w 2 poziomowym akwarium, z dołu (przy dnie) albo z góry (przy powierzchni). Niesamowite wrażenie.
Numer 2 to meduzy. To niesamowite stworzenia o galaretowatym ciele. Pływały sobie zupełnie jak pozostawione sobie bezwładne galaretki w pięknym, podświetlanym, stożkowym akwarium. Do tego kolor oświetlenia się non stop zmieniał. Jak żywa kolorowa lampka....
Numer 3 to dżungla. Na stosunkowo niewielkiej powierzchni urządzono tam prawdziwy las tropikalny. Ta roślinność nie ma sobie równej. Był wodospad, były skały, były mostki wiszące. A żeby było jeszcze autentyczniej to wokół unosiła się mgiełka wody, wilgotność powietrza chyba 90%, niesamowite. No i człowieka z dżungli też spotkaliśmy :)
Nie sposób nie wspomnieć o pięknym placu zabaw zlokalizowanym wewnątrz obiektu. Plac zabaw jest na otwartej przestrzeni. Stoi tu statek piracki z prawdziwym bocianim gniazdem i więzieniem pod pokładem. Na statku zorganizowano walkę na wodne kule w której Myszor wziął udział z największą rozkoszą i wrócił mokry jak szczurek :)
Do tego dmuchane zjeżdżalnie, strefa dla maluchów, fontanny tryskające z podłogi. Oj nabawiły się dzieci, nabawiły.
Ale co ja Wam tu będę gadać. Wszystko opowiedzą zdjęcia.
A następnym razem opowiem Wam o naszej podróży do Soller.
Follow my blog with Bloglovin